Jeśli od miesięcy obiecujesz sobie: „zacznę publikować na LinkedIn”, ale jedyne, co publikujesz, to wewnętrzne usprawiedliwienia — witaj w klubie specjalistów, którzy potrafią realizować złożone projekty dla klientów, a jednocześnie nie potrafią… napisać jednego posta tygodniowo.
I nie, problemem nie jest brak czasu. Nie ważne, czy masz produkt, usługę, firmę, czy w pewnym sensie sam/a „jesteś produktem” – bo chcesz być widoczny dla pracodawców, kontrahentów, czy projektów. LinkedIn w biznesie to już nie opcja, tylko świetne, darmowe narzędzie marketingu B2B. Zwykle jednak nie chodzi o brak czasu. Chodzi o brak strategii, a dokładniej: brak LinkedIn-strategii, która sprawia, że publikowanie staje się działaniem powtarzalnym, a nie jednorazowym zrywem.
Realia z pracy z klientami „będę spontaniczny czyli autentyczny”
Prowadząc z klientami dłuższe procesy doradcze LinkedIn nie zawsze jest pierwsza opcją, za którą się bierzemy – bo tu trzeba patrzeć na zasoby, plany i czas. No i tak jak wspomniałam zawsze trzeba patrzeć na to, gdzie jest Twoja grupa docelowa i jak przebiega proces decyzyjny klienta.
Tak jak w każdym procesie liczy się powtarzalność, tak samo jest tutaj na LinkedIn.
Jeden ze świetnych specjalistów, z którym niedawno się widziałam, powiedział
„Monika, ja czasem coś opublikuję na LI, ale tak z doskoku, bo liczy się dla mnie spontaniczność”
..tylko, że to tak nie działa.
Spontaniczność to nie pewna autentyczność. No i powinieneś wiedzieć jak i z czym masz się klientowi kojarzyć. Warto więc zostawić sobie na to przestrzeń, bo takie publikacje są często bardziej emocjonalne i chwytliwe, ale tak jak nie pracujesz tylko wtedy, kiedy masz wenę, ale jest to raczej określony czas, tak nie piszesz od czasu do czasu, nie tylko wtedy, kiedy masz wenę, bo też nie zawsze wtedy masz na to zaplanowany czas.
Inna moja klientka powiedziała, że
„Linkedin to dla niej najbardziej przerażające medium społecznościowe”
To klasyczny schemat. Nawet świetni eksperci nie publikują, bo działają bez procesu. Tylko że LinkedIn to nie sprint, to maraton. I dlatego właśnie większość nigdy nie wychodzi poza „pierwszy krok”.
A publikowanie na LinkedIn to proces bardzo podobny do prowadzenia projektu — wymaga konsekwencji, planu i realistycznych założeń. Nie realizujesz zleceń tylko wtedy, kiedy masz wolny czas – ale traktujesz to jako naturalną część swojej pracy, podobnie jest tutaj. No i działasz w cyklu PDCA – planujesz, robisz, sprawdzasz, poprawiasz, robisz.
Prawdziwa przyczyna nr 1-brak konsekwencji i brak planu publikacji
LinkedIn jest pełen świetnych specjalistów… którzy niczego nie publikują. Powód? Brak konkretnej strategii treści na LinkedIn, czyli tego, co sprawia, że wiesz:
- co publikować,
- jak publikować,
- dla kogo publikować,
- i po co to robisz.
Niepublikowanie to nie lenistwo, to brak systemu. Specjaliści działają świetnie wtedy, gdy mają proces i wiedzą jak go prowadzić. Bez planu publikowanie staje się chaotyczne — a chaos szybko prowadzi do rezygnacji.
Z wysokich oczekiwań często zderzasz się z realiami.
Ja sama lata temu, gdy zaczęłam podchodzić do LinkedIn jako do kanału pozyskiwania klienta i współprac, miałam wątpliwości „czy jestem na tyle płodna aby mieć pomysły i ciągle coś publikować”. Osoba, z którą się tym wtedy podzieliłam, powiedziała, że nie zna bardziej pracowitej i kreatywnej osoby ode mnie, więc bardziej powinnam zaznaczyć sobie czas w kalendarzu kiedy publikuję, żeby mieć czas na inne działania, niż bać się takich rzeczy.
Wierz mi to jak prowadzenie samochodu i każda inna umiejętność. Mógłbyś wsiąść, pokręcić parę razy i analizując zachowania innych kierowców – albo w pewnym momencie pojechałbyś do przodu, albo wylądował na drzewie. Możesz też iść na kurs, albo znaleźć odpowiednio rozplanowaną wiedzę, żeby wiedzieć na co zwracać uwagę.
Prawdziwa przyczyna nr 2 -syndrom oszusta i obawa przed oceną
To najcichszy, ale najczęstszy problem. Specjaliści mówią: „Nie wiem, czy to jest wystarczająco mądre.” (a zwykle nie publikujesz do specjalistów ze swojej branży ale innej grupy docelowej) „To chyba zbyt oczywiste.” „Boje się hejtu.”
„A co jeśli okaże się, że ktoś mnie ośmieszy i wyda się ilu rzeczy nie wiem”
Każdy ekspert zaczynał od niewygodnej fazy „a może to, co piszę, jest banalne?”.To normalne, bo to etap formowania głosu.
Każdy z nas ma momenty zwątpienia i w dzisiejszym świecie, nie ma szans, żeby ktoś wiedział wszystko i znał się na wszystkim. Tylko zwykle nikt tego od Ciebie nie wymaga. Nawet zdradzę Ci, że jest w pewnym sensie odwrotnie, bo ludzie ufają osobom, które są autentyczne, a więc mają też wady, a wręcz boją się tych, które są wiele poziomów powyżej nich. Nikt nie chce się czuć idiotą. Oczywiście to też kwestia podejścia i kultury, ale zaufaj mi, że a pewno jest masa rzeczy, których inni mogliby się od Ciebie uczyć.
Syndrom oszusta jest naturalny – każdy z nich na pewnym etapie go przechodzi. Tu możesz poczytać o nim więcej „Syndrom Oszusta. Jak rozpoznać, zrozumieć i pokonać wewnętrznego krytyka?”
Pokazanie siebie, zawsze niesie ze sobą dyskomfort – nie bez powodu wg niektórych badań, ludzie woleliby umrzeć, niż występować publicznie. A budowanie marki to wystawianie się na to. Ale zobacz ile mógłbyś/ mogłabyś osiągnąć gdyby nie to? Więc co Cię nadal tak naprawdę powstrzymuje?
Prawdziwa przyczyna nr 3-dziecięce myślenie o lajkach
Największa pułapka, a jednak wielu świetnych specjalistów ocenia posty pod kątem: „ile zebrały kciuków”, no cóż każdy z nas lubi docenienie. To prowadzi do pułapki:
✔ piszę to, co da mi szybki dopaminowy strzał
✖ nie piszę tego, co buduje markę i pozycję ekspercką.
Markę buduje powtarzalność działań, a nie viral. Eksperci oczekują od razu dużego zaangażowania, zamiast skupić się na tym, co naprawdę działa w LinkedIn strategii:
- budowaniu pozycji eksperta,
- powtarzalnych działaniach,
- systematycznym dostarczaniu wartości.
Lajki są miłe, ale nie prowadzą do sprzedaży. Nie zapłacą za Ciebie faktur, a często odciągają Cię od prawdziwych działań. W końcu LinkedIn ma być jednym z elementów Twojej strategii a nie Twoim życiem.
Sama poznałam na żywo i online, wielu ludzie o podobnych wartościach, właśnie na LinkedIn. Lubię ich, cenię, czasem realizuję wspólne projekty, albo realizuję dla nich zlecenia. Bywam także ich klientem. Ale to (na szczęście), tylko kawałek mojej pracy. Dlatego wiem jak zdobyć więcej lajków, bo na to też są strategie, które z przyjemnością Ci zdradzę– tylko po co:).
Prawdziwa przyczyna nr 4-nie wiedzą, dla kogo piszą
To wcale nie zdarza się tak rzadko jak o tym myślisz. Już moja ankieta, którą prowadziłam jako badanie do mojego kursu, pokazała, jak wiele osób nie zna swojej grupy docelowej (to jednak siła anonimowych badań i bezpośrednich rozmów, gdzie ludzie pokazują jak jest naprawdę).
Jeśli tego nie masz, w efekcie twórca siedzi nad pustą kartką i myśli: „O czym ja mam pisać?” I… nie pisze nic.
To fundament, bez określonego odbiorcy treści stają się ogólne, niespójne i pozbawione kierunku, a to blokuje kreatywność, a bez kierunku — nie da się stworzyć sensownego planu publikacji. Na coś trzeba postawić, albo mając różne grupy docelowe, odpowiednio to zdywersyfikować – tak jak i normalnie w biznesie. Strategia jest jak mapa, bez niej fajnie czasem postawić na przygodę, ale jak masz określony czas to nie chcesz kręcić się w kółko.
Prawdziwa przyczyna nr 5 – brak dojrzałego, zawodowego podejścia do LinkedIna
Publikowanie to praca i tak ją powinieneś traktować – poważnie. Nie będzie łatwo, ale jeśli zrobisz to dobrze – jest warto. Na LinkedIn nie wygrywa najgłośniejszy, wygrywa ten, kto wytrwa i kto daje wartość.
Aktywność to:
- uczenie się przez działanie,
- nabieranie odwagi,
- odzyskiwanie głosu eksperckiego,
- budowanie rytmu,
- testowanie i korygowanie.
LinkedIn nie nagradza tych, którzy piszą najlepiej, nagradza tych, którzy piszą najregularniej. Poza tym, to zwykła wiedza o zaufaniu do marki – ją budujesz z czasem, bo daje przewidywalność, także Twoim odbiorcom.
Mi naprawdę ogromną satysfakcję daje do dzisiaj to, jak ktoś zamawia u mnie warsztaty czy konsultacje i mówi szczerze o potrzebach swojej firmy, o tym co nie gra, co potrzebuje naprawić., o tym jak jest naprawdę. Nie znając mnie, lub słysząc z polecenia – ufa i wie, że to co mówi jest anonimowe, że tego nie wykorzystam przeciwko tej osobie. Wydaje się banalne, ale nie jest. To skraca nie tylko ścieżkę (także zakupową) ale też daje skuteczniejszy proces.
Dlatego ja nigdy nie obiecuję, że będzie łatwo – bo klienci, którzy pracują ze mną miesiącami po to aby ułożyć swoją firmę (pod każdym kątem, tu tak jak powiedziałam LI, jest wycinkiem) – powiedzą, że jestem wymagająca i motywująca, ale dzięki temu i jasnej komunikacji mają efekty:)
Mit szybkiej rozpoznawalności -„Oni rosną szybciej”
Tak, zdarza się, że ktoś trafi idealnie w niszę i rośnie szybko, ale dziś konkurencja jest ogromna. Wyróżnić się jest trudniej niż kiedykolwiek no i właśnie dlatego to jedno z pierwszych zadań, które powinieneś zrobić aby skrócić swoją ścieżkę, zamiast czekać aż ktoś Ci to podpowie, czy zauważy. Przepraszam, ale wyróżnianie się jakością – nie działa, musisz umieć nazwać tę jakość:)
Dlatego prawdziwa widoczność na LinkedIn przychodzi po czasie, najpierw jest zaufanie, potem dopiero — rozpoznawalność.
Oczywiście, że możesz stać się znany, z tego, że jesteś znany – na to są sposoby. Tylko czy to przybliży Cię do Twojego celu?
No i prawda stara jak świat – tak są osoby, które były tu przed Tobą i będą takie, po Tobie. Dziewięć kobiet nie urodzi Ci dziecka w miesiąc, więc i Ty pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Natomiast działając systemowo, możesz mnóstwo rzeczy przewidzieć i wyprzedzić. Ja sama z dzisiejszą wiedzą, sporo rzeczy, które robiłam na początku zrobiłabym inaczej i właśnie dlatego mogę Ci pomóc.
Dorosłe podejście do LinkedIna- rola lidera i zespołu, czyli nie oczekuj, że wszyscy będą budować markę Twojej firmy poza Tobą
Jak zespół ma publikować na LinkedIn, skoro lider tego nie robi? To jedno z najtrudniejszych pytań w firmach.Tu nawet nie chodzi o Ciebie jako o właściciela czy managera, ale społeczny dowód słuszności, lub kwestię autorytetu. Lubimy patrzeć, że inni działają a nie tylko gadają, wtedy czujemy, że to ma większy sens i nas rozumieją.
Jeśli lider nie publikuje, pracownicy rozumieją to jasno: „To nie jest ważne.”
Na wszystkich projektach wdrożeniowych widziałam jedno, zespół rusza dopiero wtedy, gdy lider nadaje ton, albo wtedy, kiedy ma w tym własny interes (wiedzą, że łatwiej będzie im zmienić pracę i zbudować swoją markę). Od Ciebie zależy jaką drogą pójdą.
Dlaczego profile prywatne są skuteczniejsze niż firmowe?
Bo ludzie ufają ludziom, a dodatkowo — łatwiej „rozliczyć człowieka” niż markę. To czy pracujesz B2B, czy B2C, nie ma znaczenia, Wierz mi przez lata współpracowałam i współpracuje zarówno z dużymi jak i małymi firmami – ale za każdym stanowiskiem jest człowiek, ze swoimi przekonaniami, strachami i celami. Dlatego LinkedIn w biznesie działa najlepiej wtedy, gdy firma wspiera publikowanie pracowników i menedżerów i wiem będę nudna – gdy mają wspólną wizję i strategię. To też niweluje zagrożenia, bo dobrymi chęciami piekło brukowane.
Tak więc, nie czekaj na to aż poczujesz się gotowy – bo to może nie nadejść nigdy. Zamiast się frustrować, że inni (często z mniejszą wiedzą od Ciebie), są dalej biznesowo, zrób pierwsze kroki. Pomyśl też po co tu jesteś – bo jeśli jest to cel tylko towarzyski – powiem przewrotnie, ale szczerze, zastanów się czy warto:).
A jeśli chcesz to robić dobrze – lepszego czasu nie będzie.
Każdy klient wychodzi ode mnie z zadaniami, więc to, ze słyszymy się przez newsletter, nie zrobi wyjątku:)
Zrób 5-minutowy audyt:
- Jak wyglądała Twoja aktywność na LinkedIn w ostatnich 30 dniach?
- Czy masz jasno określonego odbiorcę?
- Czy Twoje treści realizują jakikolwiek cel biznesowy?
A jeśli chcesz przejść od chaosu do konkretu i mieć gotowy system publikacji na LinkedIn dla siebie lub zespołu, w moim kursie „LinkedIn dla firm i menedżerów” pokazuję cały proces krok po kroku, nie tylko jako gadająca głowa, ale przez konkretne, sprawdzone narzędzia, więc zobacz czy nie szukasz:).
Na marginesie, jedna z moich córek robi dla mnie kalendarz adwentowy, druga już zrobiła (taki na zadania) i już je robimy, a od grudnia mam mieć drugi, bo wyjaśniła, że to prototyp:).
Może i Ty, jeśli chcesz na poważnie wziąć się za ten temat, a podejrzewam, że skoro subskrybujesz, to coś Cię w tym interesuje – możesz poprosić o ten kurs na prezent, albo samodzielnie kupić (ja akurat w kwestii edukacji zwykle sama w siebie inwestuję, bo nie ma lepszej lokaty kapitału:) i robić 1 zadanie dziennie – takie Twoje i dla Ciebie:) Każda przygoda zaczyna się od pierwszego kroku.
No i pierwszy raz na wszystkie moje produkty i usługi – organizowane przeze mnie, jest rabat -35%, z kodem akcjarelacja35 na mojej stronie https://akademia.monikaskrodzka.pl/next/public/catalog
Dla tych, którzy chcą robić to mądrze, z planem i bez frustracji — to dobry kolejny krok.
Przypominam, że jako prezent Mikołajkowy, zapraszam Cię serdecznie do mojego Mikołajkowego 5 tygodniowego wyzwania, na które zapisało się już ponad 180 osób:
„LinkedIn który działa-5 tygodniowe wyzwanie do skutecznej i widocznej marki”
Ruszamy 6 grudnia z zadaniami:)
https://www.linkedin.com/events/linkedinkt-rydzia-a-5tygodniowe7393393219897659392
Skonsultuj się już dziś: